Pomyłka kurtyzany

Fatalna pomyłka! Iluż niepowodzeń miałam jeszcze doznać! Moje zarobki były o wiele bardziej liche  , nie chowałam więc pieniędzy; na szczęście miałam wszystkie przy sobie, to znaczy około dziesięciu ludwików, suma, na którą składało się i to, co ocaliłam u markiza, i to, co zarobiłam u chirurga. Wobec nadmiaru moich nieszczęść, byłam jeszcze uradowana, że nie zabrano mi tego oparcia, i łudziłam się myślą, że wystarczy mi to co najmniej do chwili, gdy będę mogła znaleźć dla siebie jakieś miejsce. Hańbiące znaki, które mi poczyniono, nie były widoczne, miałam nadzieję, że uda mi się je zawsze ukryć i że to napiętnowanie nie przeszkodzi mi zarabiać na życie; miałam dwadzieścia dwa lata, mocne zdrowie, choć byłam delikatna i szczupła, twarz, którą na moje nieszczęście zbyt chwalono, kilka cnót, które chociaż na ogół mi szkodziły, pocieszały mnie jednak wewnętrznie i kazały mi się spodziewać, że jeśli nawet opatrzność nie przyzna mi wreszcie wynagrodzenia, to przynajmniej przestanie zsyłać nieszczęścia, będące skutkiem tych cnót.